Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
GRY growrose.confused *"Czytanie jest dla umysłu tym, czym gimnastyka dla ciała."


"Czytanie jest dla umysłu tym, czym gimnastyka dla ciała."

Rozdział 6 - Ratunek

   Otworzyłam oczy, mając pewność, że leżę w jakiejś ciemniej, zimnej piwnicy, przywiązana grubymi sznurami do krzesła. Prawda, pomimo scenerii, okazała się być o wiele przyjemniejsza. 
   - Jessica! Wszystko w porządku? - głos Liama był pełen troski. Przyłożył swoją dłoń do mojego czoła, po czym założył ciemny kosmyk włosów za moje ucho. Przypadkowo pogładził też policzek. Skinęłam tylko głową, po czym usiłowałam podnieść się z zimnej podłogi i przyjąć przynajmniej pozycję siedzącą. Syknęłam z bólu i objęłam swoją głowę obiema rękami.
   - Za dużo wypiłaś. Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju - zaproponował Liam. 
   - Ja wcale nie... - urwałam. Co niby miałam mu wyznać? Nazywam się Jessica Claire i jestem dziewczyną, która posiada nadzwyczajne moce i kiedy wysłannik ciemności mnie zaatakował, żeby zabrać mi duszę, moja siostra zginęła, bo nie dałam rady jej uratować. Teraz właśnie jeden z wysłanników mnie zaatakował i wcale nie mówię tego, bo jestem pijana, tylko taka jest prawda. Na pewno uwierzy. Najprzystojniejszy chłopak ze szkoły uzna mnie za psychopatkę i nigdy się już do mnie nie odezwie. 
   - Tak, chyba masz rację - przytaknęłam po dłuższej chwili milczenia. Liam wziął mnie pod ramię, ale kiedy zobaczył, że ledwie mogę ustać na nogach, lekko się pochylił i wziął mnie na ręce. Wtedy znów poczułam potworny ból głowy, ale nie zwracałam na niego uwagi. Chciałam jak najlepiej wykorzystać tą chwilę bliskości, objęłam więc Liama za szyję i położyłam na jego ramieniu swoją głowę. Wiem, pewnie uważacie mnie za płytką, ale tak naprawdę takie zauroczenie zdarzyło mi się pierwszy raz. Nie, żeby nie było przystojnych chłopców w naszej szkole. Bo byli. Nie umiem tego wytłumaczyć. To chyba ta "chemia", o której tyle mówią zakochani.

   Pokonawszy schody lekkim kopniakiem otworzył uchylone już drzwi do mojego pokoju, po czym położył mnie na łóżku. Oparłam się o ścianę i zapatrzyłam w czubki butów.
   - Nie podziękujesz? - spytał. Nie było to jednak złośliwe pytanie. Tak mi się przynajmniej wydawało.
   - Tak, przepraszam. Dzięki, znaczy dziękuję no ten - skarciłam się w myślach. Ogarnij się Jess!
   Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na Liama, czując, że łzy napływają mi do oczu. Chyba poczuł, że coś jest nie tak. Usiadł obok mnie i ujął moją dłoń. O nic już nie zapytał. I za to mu w głębi duszy dziękowałam. Nie chciałam wymyślać głupich kłamstw, a tym bardziej mówić prawdy. Chciałam po prostu pomilczeć.
  - Liam, naprawdę przepraszam za kłopot i w ogóle - odezwałam się w końcu po kilku minutach. Na jego twarzy pojawił się przyjazny uśmiech.
   - Nie przepraszaj. Właściwie to i tak tam na dole nie bawiłem się najlepiej - prychnął, po czym nagle spoważniał. - Znaczy nie to nie miałem na myśli. Twoja impreza jest bardzo fajna, tylko, że...
   - Nie musisz zmyślać. Wiem, że jest do kitu. Właściwie to mam do ciebie małą prośbę - podeszłam do okna i oprłam dłonie o parapet. Zew świeżego powietrza to coś, czego było mi właśnie potrzeba.
   - W takim razie zamieniam się w słuch - odparł, wstał z łóżka i oparł się o ścianę.
   - Powiedzmy tym na dole, że koniec imprezy. Niech się stąd wynoszą. Mam już dosyć tych bełtów, gdzie nie spojrzę i pełno porozrzucanych puszek z piwem. Po za tym nie czuję się najlepiej i... straciłam kontrolę nad tym, co tu się wyprawia - nim skończyłam Liam był już na dole. Słyszałam tylko jego donośny głos "Koniec imprezy, zmywać się, no już! I pozbierajcie te śmieci. Słyszycie..."
   Po chwili do pokoju weszła Meg.
   - Pomogę ci przy sprzątaniu - stwierdziła i przystanęła w progu rzucając od niechcenia, że Becky jest już nieźle wstawiona i śpi w sypialni moich rodziców. 
   Wyszła.
   Ja również wzięłam się za porządki, począwszy od swojego pokoju. Nie było tu tak źle, prawie nikt tutaj nie wchodził. Dwie puszki po piwie i kilka śmieci. Po za tym pomięta narzuta na łóżku. Tyle. Zeszłam na dół, aby pomóc Meg, jednak w kuchni zastałam kogoś innego.
   - Liam! Idź już. Naprawdę i tak już za dużo dla mnie zrobiłeś.
   - Na twoim miejscu wykorzystałbym okazję - uśmiechnął się i odłożył na bok szczotkę na kiju. Spojrzał mi w oczy i otworzył usta zamierając w pół słowa. Wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział od czego zacząć.
   - Liam? Coś nie tak? - pomogłam mu ruszyć.
   - Tak. Znaczy nie. Po prostu chciałbym wiedzieć, co się stało w łazience. Dlaczego leżałaś nieprzytomna? Nie jesteś pijana. Więc o co chodzi?
   Tego pytania obawiałam się najbardziej. I co teraz? Nic nie chodziło mi po głowie. Milczałam przez dłuższą chwilę.
   - Rozumiem. Nie będę się wtrącał w nieswoje sprawy.
   - Nie, nie o to chodzi. Ja... poślizgnęłam się i upadłam. Niefortunny wypadek. Ale wszystko jest w porządku.
   - Aha - rzucił, ale wiedziałam, że nie jest głupi. Nie uwierzył, ale nie chciał też naciskać.
   - Niezła rozróba - zmienił temat. Skinęłam głową, uśmiechnęłam się i pozbierałam na kupkę brudne talerze po przekąskach. Włożyłam je do zlewu, podciągnęłam rękawy i zaczęłam płukać jeden z nich. Po skończonej operacji zmywania naczynia, Liam wyjął mi je z ręki i przetarł ścierką. Staliśmy przy zlewie w milczeniu, dopóki nie wpadła Becky.
   - Co jest, gołąbeczki nasze maluteńkie latające po niebie? Hę? - była kompletnie pijana. Zatoczyła się a potem usiadła na brudnej podłodze i puściła pawia dokładnie przed siebie.
   - Posprzątam to - rzuciła Meg, która właśnie zmierzała do kosza na śmieci z kolejnymi pustymi puszkami. Wzięła Becky pod rękę i z pomocą Liama zaprowadziła ją z powrotem na górę. Ja w tym czasie skończyłam zmywać.
   Przez następne pół godziny krzątaliśmy się po domu, z grubsza sprzątając po imprezie. Byłam im dozgonnie wdzięczna za pomoc. Kiedy wychodzili dziękowałam im chyba po raz setny i rzuciłam się Meg na szyję.
   - Kocham cię, naprawdę. Zajęłaś się naprawdę brudną robotą - Meg zachichotała, a kiedy wypuściłam ją z uścisku podałam dłoń Liamowi.
   - Tobie też bardzo, ale to naprawdę bardzo dziękuję i... to nie było poślizgnięcie - wypaplałam to ostatnie, z jednej strony ciesząc się, że naprostowałam sprawę, lecz z drugiej obawiałam się, że Liam będzie chciał wiedzieć więcej.
   - Nie ma za co i... wiem. Nie umiesz kłamać - uśmiechnął się seksownie i przepuścił Meg w drzwiach. Tak, Liam to z pewnością ktoś więcej niż "ciacho". Był opiekuńczy, przyjazny, na dodatek dżentelmen.... Wyjrzałam przez okno i dyskretnie patrzyłam zza firanki, jak oboje oddalają się w stronę parku.
   Kiedy się odwróciłam, znów dostrzegłam przemykający cień.
   - Becky? Becky? - krzyknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Pobiegłam na górę, do sypialni rodziców, ale była pusta. Serce stanęło mi w miejscu. 
   - Becky? - zawołałam. Tym razem nie było ciszy. Krzyk. Przerażający krzyk mojej przyjaciółki, dobiegający z jadalni. W pierwszej chwili chciałam zamknąć się na klucz w sypialni i przeczekać, aż wszystko się skończy. Ale nie mogłam. Moja przyjaciółka była w niebezpieczeństwie.
   Rozejrzałam się uważnie i złapałam w rękę rurę od odkurzacza. Zdjęłam buty i prawie bezszelestnie zeszłam na dół. Zanim pokonałam połowę stopni, krzyk się powtórzył. Nasilił. Zrobiłam kilka kroków w tył. Obejrzałam się za siebie i stwierdziłam, że droga na górę będzie równie straszliwa. Cichutko jęknęłam i ruszyłam naprzód, na pomoc przyjaciółce. 

 

growrose


Głosuj (0)

confused 22:47:22 9/05/2012 [komentarzy 0] Powiedz, co myślisz

"Wakacje buntowniczki" Rozdział 7

- Dobrze, a więc... Tu mamy supermarket, w którym kupisz dosłownie wszystko. Dalej ten wysoki budynek to siłownia. Nie wiem, czy cię to zainteresuje, ale tutaj możesz spotkać mnóstwo "ciachowych chłopców". - Lilly z wyraźnie znudzoną miną prowadziła Jamie przez miasto - Dalej widzisz basen publiczny, a za nim park.

     Jamie w tej chwili naprawdę żałowała, że zgodziła się na tą "wycieczkę". Wolała już zostać w domu i słuchać jak rodzice dyskutują zawzięcie o sprawach finansowych niż patrzeć jak rozpuszczona nastolatka męczy się na spacerze z nią.
- Dzięki - Jamie wymusiła u siebie uśmiech.

- Nie ma za co - Lilly odpowiedziała równie sztucznym i przesłodzonym uśmiechem.

     Nagle Jamie zobaczyła przed sobą zupełnie obcą grupkę osób uśmiechających się do niej i Lilly. Niektórzy wymieniali między sobą  porozumiewawcze spojrzenia i przyglądali się Jamie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Dobra, czas na mnie - odparła Lilly i przywitała się z grupką równocześnie żegnając się z Jamie - Trzymaj się Jessie!
Jamie nie bardzo wiedziała co się dzieje, patrzyła tylko jak Lilly przybija piątkę na powitanie każdej osobie w paczce.
- No chyba dalej trafisz do domu? No, więc o co chodzi? Już mnie nie potrzebujesz, ani ja ciebie. Ciao. - Lilly pomachała jej na pożegnanie i odeszła z resztą grupy. Nawet gdy odeszli już na dobre kilkadziesiąt metrów nadal słychać było głośny śmiech dziewcząt i krzyki chłopców. 

     "No świetnie, zostawiła mnie w centrum miasta. Lepiej być nie mogło." - Jamie rozglądała się wokół - "Ok... A więc, którędy my szłyśmy...?"
     Dziewczyna bezskutecznie próbowała znaleźć alejkę z której wyszły do centrum, jednak pogubiła się w plątaninie uliczek i wróciła wkrótce do punktu wyjścia. Serce podskoczyło jej do gardła. Chciała zadzwonić do rodziców, jednak nie wiedziała, co miałaby powiedzieć. Nie chciała skarżyć na Lilly. Jednak w końcu nie znalazła innego wyjścia z sytuacji...

 

 

                                                                 confused


Głosuj (0)

confused 01:06:07 10/04/2012 [komentarzy 1] Powiedz, co myślisz

Rozdział 5 - Atak

   Wszystkiego najlepszego, Jess! - odezwała się chóralnie Meg wraz z Becky i obie wypełzły zza kanapy w moim salonie. Zlustrowałam pomieszczenie. Dziewczyny naprawdę postarały się o wszystkie szczegóły. Pokój wyglądał wystrzałowo. Stół był syto zastawiony niezliczoną ilością przekąsek i napojów, pod sufitem wisiały kolorowe balony, koło okna wiły się czerwone serpentyny, a w tle grała ściszona piosenka zespołu Linkin Park. Na komodzie stał mały bukiecik czerwonych róż, a także dwie zapalone świece o zapachu wanilii. 
   Podeszłam do dziewczyn i mocno uścisnęłam obie naraz. I wtedy kątem oka dostrzegłam, że na bujanym fotelu mojej babci (która mieszkała od dwóch tygodni razem z nami, ale to długa historia, więc opowiem ją innym razem) siedział Dylan. Z trudem opanowałam złość, ale nie dałam wytracić się z równowagi. Becky zauważyła jednak moją zniesmaczoną minę.
   - Dylan pomagał nam w przygotowaniach, zamówił bukiet, kupił...
   - Wszystkiego najlepszego - Dylan przerwał jej opowieść i podał mi niewielką torebeczkę w kraciasty wzór. - Drobny podarunek - dodał.
   - Dzięki - wymamrotałam trochę za bardzo oschle. Szkoda, że nikt prócz mnie nie wiedział jaki z niego casanova. 
   Wymieniłam z dziewczynami kilka zdań, podziękowałam za prezenty i odwróciłam się do drzwi wejściowych, skąd pochodził dźwięk usłyszanego przeze mnie dzwonka.
   - No właśnie - zaczęła Becky. - Nasze przyjęcie niespodzianka poszerza horyzonty. To znaczy w tym roku zaprosiłyśmy na nie większe grono odbiorców.
   - To znaczy, że może się wreszcie ruszysz i otworzysz - rzucił Dylan niby z uśmiechem, ale tak naprawdę wyczułam, że coś wisi w powietrzu. Nic nie mówiąc ruszyłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. W tym samym czasie Meg zwiększyła głośność radia.
   Do środka wsunęła się Amber, Lucy, Sophie i jej chłopak Nathan. Cała czwórka przekrzykując radio złożyła mi życzenia i rzuciła się na laysy paprykowe.
   Byłam strasznie wdzięczna dziewczynom za cały nakład pracy, jaki włożyły w organizację przyjęcia. Nawet przestałam myśleć o Dylanie, który chował się wraz z Becky gdzieś po kątach salonu. 
   - Czy oprócz tej czwórki zaprosiłyście jeszcze kogoś? - spytałam Meg, wskazując palcem Amber i jej ekipę.
   - Tak, jeszcze jakieś... dwadzieścia pięć osób. - Zamurowało mnie, ale wizja przyjęcia, które odniesie wielki sukces i pozwoli mi wznieś się na szczyt popularności, gdzieś pomiędzy obrzydliwie bogatą Evie i Ashley była niezmiernie kusząca. Znów usłyszałam dzwonek. Byli to Tom i Peter. To oni rozpoczęli falę tańców na parkiecie i odciągnęli Lucy od kurczących się zapasów przekąsek, za co byłam im dozgonnie wdzięczna. Potem wpadli jeszcze: Alice, Zoey, Melissa, Ellen, Bree, Alex, Ron, Anna, Briony, Chester, Daniel, Sue, Loren, Betty, Kai, Drake, Harry, Libby, Tessa, Robert, Andrew, Jamie oraz Eleanor. Po godzinie zabawa była rozkręcona na maksa, ale nie obyło się bez przemytów alkoholu, na co przymknęłam oko. Nie chciałam przecież stracić prawdopodobnie jedynej szansy na zrównanie swojej pozycji z wszechmogącą Ashley. 
   Zadzwonił dzwonek do drzwi. Ktoś się mocno spóźnił, pomyślałam i otworzyłam drzwi na oścież automatycznie machając ręką w geście zapraszającym do środka.
   - Wszystkiego najlepszego, Jessico - usłyszałam głos i serce stanęło mi na chwilę w miejscu.
   - Liam - mruknęłam zaskoczona, a on uniósł kąciki swoich ust w delikatnym uśmiechu. Seksownym uśmiechu.
   - Bardzo Cię przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłem się urwać z pracy. To dla Ciebie - wyciągnął przed siebie torebkę w kwiaty. Kiedy odebrałam prezent celowo musnęłam jego dłoń swoją. 
   Powoli zaczęłam tracić kontrolę nad tym, co się działo. Peter wyłożył się na parkiecie jak długi i musieliśmy przenieść go do sypialni rodziców. Sue tańczyła z Harrym w samym staniku, a Sophie płakała w kącie, bo jej chłopak Nathan całował się z Tessą. Nie miałam pojęcia, gdzie podziała się Becky i ruszyłam na górę w nadziei, że ją tam znajdę i poproszę o pomoc w zaprowadzeniu pijanej Jamie do domu, bo jak się okazało - dzwonili jej rodzice i nakazali wracać z powrotem.
   Stanęłam już na pierwszym schodku, gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek. To był Liam.
   - Zatańczymy?
   - Yyy ja... no szłam ten... - zaczęłam się jąkać i żałowałam, że nie mogę teraz tak po prostu zniknąć.
   - Nie no, skoro nie chcesz to poszukam innej dziewczyny, która jeszcze nie jest półnaga, albo nie całuje się z chłopakami swoich przyjaciółek - zrobiło mi się głupio. Nie z powodu tego, że traciłam głos, gdy tylko Liam był w pobliżu, ale dlatego, że wiedziałam, że nie bawi się tu dobrze. Męczy się. I zaimponował mi fakt, że nawet nie tknął alkoholu. Chyba jako jedyny. No może jeszcze nasz mózg klasowy - zawsze poprawna Eleanor.
   - Zaczekaj - krzyknęłam, kiedy Liam odwrócił się w stronę stolika z przekąskami. Złapałam go za rękę i wyciągnęłam na parkiet. Byłam z siebie dumna. Wreszcie wykazałam się jakąś inicjatywą. Spojrzałam w jego błękitne oczy, a on objął mnie w pasie i zaczęliśmy się kołysać bardzo wolno, na przekór jakiejś rockowej piosence. Przypomniałam sobie słowa Becky: NIE MILCZ NIGDY ZBYT DŁUGO. Próbowałam znaleźć jakiś temat, ale nic mi nie przychodziło do głowy. Moje ręce zacisnęły się na szyi Liama dosyć sztywno, więc nieco je rozluźniłam. Zaraz? Co on powiedział na wejściu?
   - Mówiłeś, że spóźniłeś się, bo pracujesz? - zagadnęłam. Tak Jess, punkt dla ciebie.
   - Dorabiam sobie w wypożyczalni filmów. Przeważnie dwa razy w tygodniu. Chcę trochę pomóc mamie. Od czasu, kiedy zmarł mój tata jest ciężko, ale dajemy radę. - zamarłam i żałowałam, że zadałam pytanie, które kilka sekund temu było strzałem w dziesiątkę.
   - Przykro mi... Naprawdę.
   - Nie musisz mi współczuć jak inni. Daruj sobie - uścisk Liama trochę zelżał. Poczułam się okropnie i spuściłam pokornie głowę.
   - Przepraszam, nie chciałam cię zdenerwować...
   - Nie, w porządku. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, że będzie dobrze, że mi współczuje, że się ułoży. Nie wie, jak jest, bo nie jest w mojej sytuacji.
   Ktoś jednak jest w takiej samej sytuacji, pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos. Po co komplikować rozmowę jeszcze bardziej wiadomością, że moja siostra też nie żyje. I to praktycznie przeze mnie. 

   - O czym myślisz? - spytał po dłuższej chwili milczenia i wyrwał mnie tym samym z rozmyśleń, ale było już za późno. Odtworzyłam sobie tamten dzień, kiedy pochylona nad siostrą słyszałam ostatnie jej słowa wymówione zduszonym jękiem. KOCHAM CIĘ... Popłynęły mi łzy. Liam źle to odebrał.
   - Nie przejmuj się moim ojcem. Nie płacz, proszę, Jess! - krzyczał, ale ja wyrwałam się z objęć i popsułam wszystko biegnąc przez tłum ludzi do łazienki. Oparłam się o zlew (do którego ktoś zdążył pościć pawia) i załkałam. Wszystko wróciło i wróciło coś więcej. Cień. Ten sam, co w szkolnej łazience. Odbił się w lusterku, chwilę zawirował i...znikł. Odwróciłam się i stanęłam tyłem do kabiny prysznicowej. To był błąd. Ktoś złapał mnie mocno w talii, zatkał swoją dłonią moje usta i uderzył w tył głowy czymś twardym. Momentalnie osunęłam się na podłogę, słysząc jak przez mglę pukanie do drzwi i krzyk, chyba Toma: "wyłazić stąd, bo rzygnę!" Później wszystko zrobiło się czarne.
 

 

growrose


Głosuj (0)

confused 14:45:40 21/02/2012 [komentarzy 2] Powiedz, co myślisz

"Wakacje buntowniczki" Rozdział 6

Słońce zajrzało już do dużego okna w pokoju Jamie, a jego promienie jako celownik wyznaczyły sobie twarz dziewczyny. Kilka sekund później dostały co chciały - Jamie przeciągnęła się i otworzyła niewyspane oczy. Przez ułamek sekundy nie wiedziała, gdzie się znajduje. Jej wzrok przebiegł po różowym pokoju i zaraz jej się przypomniało. Jednak wcale nie poprawiło jej to humoru... Przekręciła się na drugi bok, próbowała zasnąć z powrotem. Jednak nie udało jej się to i z niechęcią zwlekła się z łóżka. 
Gdy zeszła na dół zobaczyła, że nikt już nie śpi. Wszyscy, łącznie z jej rodzicami siedzieli przy stole w jadalni. Śniadanie najwyraźniej już się zaczęło. 

- Dzień dobry! - przywitała się pani Gilbert, a Jamie przyłapała sie na tym, że nie zrobiła tego pierwsza.
- Dzień dobry - odpowiedziała. 
Śniadanie wyglądało tu zupełnie inaczej niż w domu Jamie. Przede wszystkim wszyscy siedzieli razem przy stole. U niej w domu prawie zawsze każdy jadł osobno. Jamie jadała zazwyczaj ostatnia. Wyjątkiem była niedziela, gdy rodzice nie szli do pracy i wszyscy wstawali o tej samej porze do kościoła.
Jamie siadła do stołu. Ze zdziwieniem zauważyła, że Lilly była już uczesana i umalowana, mimo iż nadal miała na sobie szlafrok. Chciała się roześmiać, ale wolała nie robić tego w towarzystwie swoich rodziców, a tym bardziej państwa Gilbertów. 
- Jak ci się spało? - spytała mama - Zapamiętałaś sen? Gdy śpi się w nowym miejscu, zawsze warto zapamiętać sen, bo może się spełnić!  
- Nie pamiętam... - odpowiedziała Jamie, co nie było do końca prawdą. Pamiętała dosyć dobrze swój sen. Ale nie było to nic godnego zapamiętania, a tym bardziej spełnienia... Byli tam rodzice Jamie, którzy nagle oznajmują, że przeprowadzają się tutaj, gdyż pan Gilbert i tata zakładają razem nową firmę i zrobią na tym dobry interes. - Nie... Nie przypomnę sobie. 
- Szkoda - odparła mama. 
Kiedy wszyscy odeszli od stołu (według zasad savoir-vivre nikt nie mógł odejść od stołu dopóki wszyscy nie zjedzą, co było kolejną nową rzeczą do zapamiętania dla Jamie) dziewczyna poszła do pokoju.Włączyła swojego laptopa, zamierzała bowiem napisać parę słów na blogu.

 

Ok. Jestem tu. Rodzice wbili mi dodatkowy nóż w plecy, bo okazało się, że nie będziemy w żadnym pensjonacie czy hotelu. Zamieszkaliśmy w czyimś domu. OBCYM domu! No... Może nie zupełnie obcym, bo właściciel i mój tata to jacyś dalecy znajomi... Ale jednak! Dodatkowo minusem jest córka właścicieli... Wydaje się być lafiryndą. No ale jak to zawsze powiada mi mama - Nie oceniaj książki po okładce. Jeszcze zobaczymy...

Nagle ktoś zapukał do pokoju i drzwi lekko uchyliły się. Do środka zajrzała pani Gilbert. 
- Widzę, że już się rozpakowałaś... Ładnie się tu urządziłaś! Pomyślałam, że pewnie chciałabyś lepiej poznać miasteczko, dlatego poprosiłam Lilly, by oprowadziła cię po okolicy... Co ty na to? - rzekła z tym swoim przesłodzonym uśmieszkiem.
- Dziękuję... Chętnie! - uśmiechnęła się w odpowiedzi Jamie.  
Kiedy pani Gilbert zamknęła za sobą drzwi, Jamie odparła:
- Czuję, że mój aktorski talent się tu marnuje...

 

confused


Głosuj (0)

confused 19:33:30 11/02/2012 [komentarzy 1] Powiedz, co myślisz

Rozdział 4 - Zauroczenie

   - Dziękuję - uśmiechnęłam się do kucharki, podniosłam swój talerz z pomidorówką i przeskanowałam wzrokiem stołówkę. Chwilę trwało, zanim doszłam do wniosku, że wszystkie miejsca były zajęte. Spojrzałam na Becky, która właśnie płaciła za brzoskwiniową Nestea. Meg znudzona stała w kolejce, do czasu, kiedy spojrzała gdzieś przeze mnie. Spróbowałam odczytać wiadomość, bazując na niemym ruchu jej warg. Doszłam do wniosku, że było to bezgłośne "Noe", więc instynktownie odwróciłam się za siebie. Taca z pomidorową wysunęła mi się z rąk, a zupa z miski wylała się wprost na stojącego tuż za mną wysokiego szatyna. Zaczęłam go histerycznie przepraszać, lecz on tylko uśmiechnął się do mnie i rzucił pół szeptem "Nic sie nie stało". Spojrzałam na jego twarz i natychmiast znieruchomiałam. Właśnie stałam oko w oko z najprzystojniejszym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek widziałam. Wpatrywał się we mnie błękitnymi oczami, a jego hipnotyzujący uśmiech odsłonił górne jedynki. To dziwne, że nie zwróciłam na niego uwagi wcześniej, ale może po prostu dziś po raz pierwszy się z nim minęłam. 
   Gapiłam się na niego już kilka dobrych sekund i bardzo chciałam coś powiedzieć, ale moje gardło odmówiło posłuszeństwa. Wydobył się z niego tylko zduszony jęk. Oblałam się rumieńcem.
   - Jestem Liam - chłopak ułatwił mi trochę zadanie i wyciągnął do mnie rękę, a ja odwzajemniłam uścisk. Poczułam jak oblewa mnie fala gorąca. Też chciałam się przedstawić, ale nie mogłam nic powiedzieć. Jakby nagle zaatakowała mnie jakaś potworna infekcja strun głosowych. Czułam na sobie spojrzenia ciekawskich nastolatków i stwierdziłam, że nie należy już stać jak słup soli na środku stołówki. Liam chyba przejrzał moje myśli na wylot, bo przeszedł obok mnie i szepnął koło ucha " Do zobaczenia". Nie śmiałam zerknąć za siebie, ale byłam prawie pewna, że Liam się odwrócił.
 

   - Co się tak szczerzysz? - Becky złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę zwalniającego się stolika. Meg chichotała gdzieś w głębi kolejki a ja powoli odzyskiwałam mowę.
   - Przystojny, prawda? Prawie jak Dylan - stwierdziła Becky i o wilku mowa, pomyślałam, kiedy za jej plecami stanął Dylan we własnej osobie i kładąc swoje ręce na jej ramionach, delikatnie je rozmasował. Byłam na niego wściekła. W końcu oszukiwał moją najlepszą przyjaciółkę, kręcąc na boku z Olivią. Nie miałam jednak serca wyznać jej prawdy, więc siedziałam cicho. Ale wiedziałam, że kiedyś będę musiała zrobić coś z tym fantem.
   - Uważasz, że Liam jest przystojny? - zapytał z udawaną powagą w głosie. Becky pokiwała przecząco głową i delikatnie pocałowała Dylana w usta. 
   - Ja zaraz wracam, tylko... pójdę do toalety - zerwałam się z krzesła i jak strzała popędziłam w stronę damskiej ubikacji. Cicho zamknęłam za sobą drzwi, podeszłam do umywalki, podniosłam głowę i przejrzałam się w lustrze, zakładając za ucho kosmyk ciemnych włosów. Nie było tak źle, ale postanowiłam użyć błyszczyka tak na wszelki wypadek. Kiedy zaglądałam do torebki kątem oka dostrzegłam w odbiciu, że coś przepełzło za moimi plecami jak cień. Odwróciłam się, ale nikogo nie było. Nikogo, lub niczego. Zapukałam kolejno do wszystkich kabin, ale nikt się nie odezwał. 
   - Zdawało mi się - przekonywałam sama siebie, pomalowałam usta i dołączyłam do Becky i Meg. Do końca dnia myślałam już tylko o jednym - o Liamie. Sprawa kłamliwego Dylana, podejrzanego Noego, czy cienia w szkolnej łazience zeszła na drugi plan. 

 

 

 

 

 

 

 

 



   Następnego dnia znalazłam w torbie kartkę urodzinową, która niewątpliwie była dla mnie dużym zaskoczeniem. Spodziewałam się prezentów od Becky i Meg, ale zamiast tego dostałam prezent od... Liama.

 

growrose


Głosuj (0)

confused 21:14:15 18/01/2012 [komentarzy 0] Powiedz, co myślisz








Panel sterowania:

Ocenialnia
confused
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
growrose
Rozdział 1: Wymazać z pamięci.
Rozdział 2: Dwa fronty.
Rozdział 3: Przeznaczenie.
Rozdział 4: Zauroczenie.
Rozdział 5: Atak.
Rozdział 6: Ratunek.

Menu

Powrót do strony głównej


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com Kronika pamiątkowa

Zobacz słowo innych 2
Zostaw swoje słowo

Bo my to:

Polub nas:)
confused - Julia, lat 15
growrose - Karolina, lat 16

Archiwum

2012
Maj
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Październik


Zagłosuj w naszej sondzie Wybrani






Zajrzało tu już 1830 autorów i czytelników...



Dodatki na bloga